Jolanta Gajda-Zadworna
Świat jest dziwny dzięki niegrzecznym grafikom
Tomy złożone "po bożemu" wciąż są przez czytelników pożądane. Rośnie im jednak konkurencja. Książki graficzne - chwalone przez krytyków i nagradzane na konkursach - oswajają rynek. "Świat jest dziwny" - przekonuje Grażka Lange - graficzka, ilustratorka i edytorka, która od kilku lat zostawia mocny, wyrazisty ślad w wydawanych u nas książkach. Jej pomysły są chwalone i wyróżniane, ona sama nie ustaje w poszukiwaniach. Ostatnio wydała zaskakującą "kolorowankę", z niepokornymi rysunkami, którym bliżej do japońskiej kaligrafii (chociaż pociągniętej jakby niedbale grubym pędzlem zamiast piórkiem) niż do odbijanych mechanicznie szablonów.
Lange należy do rosnącej stale grupy grafików, którzy krok po kroku, a raczej książka po książce, zmieniają polskim czytelnikom plastyczną optykę. Odciągają ich uwagę od napływającej do księgarń, wraz z przedrukami, kiczowatej estetyki.

Nasączanie skorupki
Graficy, których obecność coraz częściej widać w zabawach z czcionką i układem tekstu na stronie (traktują druk jak plastyczne tworzywo) - tworzą głównie dla najmłodszych. Nie tylko z powodu porzekadła: "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci". Książka dziecięca wciąż daje plastykom i edytorom największą swobodę. I to ona zwykle jest nagradzana na konkursach.
Niepokorni graficy tworzą projekty prowokujące czytelników. Wymagające od nich skupienia uwagi nie tylko na treści, ale i formie tekstu. Czasami - jak w wydanej przez malutką oficynę Dwie Siostry książce "Świat jest dziwny", działające jak performance, wymuszające plastyczny współudział odbiorcy.
Młody czytelnik musi wysilić wyobraźnię. Dopowiedzieć prowadzoną z kartki na kartkę historię, a potem domalować, dolepić, a czasami i zakleić fragmenty nonszalanckiej graficznej ilustracji. Aż czasami szkoda zabierać się za ten akt "niszczenia". Maźnięte tuszem zamaszyste figury dziwacznych zwierząt albo oszczędne, ikonograficzne znaki, rzucone niedbale na kartkę, z powodzeniem mogłyby wypełnić ściany małej galerii lub klubu.

Monika Janusz-Lorkowska
Jak pachnie świat niewidzącej dziewczynki
Dla wujka Ryśka, filozofa, każdy dzień inaczej wygląda. Jak, tego kilkuletnia Konstancja nie wie, bo od urodzenia jest niewidoma. Za to dla niej każdy dzień inaczej pachnie.
Sobota - szarlotką i babcią Florą, niedziela - kawą mamy, wtorek - rybą flądrą, a czwartek papkowym ryżem serwowanym w szkole na obiad. Choć Konstancja nie zna kolorów, ilustracje Ewy Stiasny są w tej książce czarne, to narracja poprowadzona jest tu niezwykle barwnie i zabawnie.
"Książkę zainspirowała dziewczynka spotkana w pociągu jadącym z Warszawy do Gdańska, która w mojej głowie, a potem w moim opowiadaniu stała się Konstancją - opowiada autorka Olga Masiuk. - Nie wiem, jak miała na imię, bo nie odważyłam się o to zapytać. Tak naprawdę to w ogóle się nie odezwałam podczas tej podróży, którą odbywałyśmy wspólnie, a jednocześnie osobno. Dziewczynka była niedowidząca. Słuchałam jej opowieści i historyjek. Mówiła intrygującym i bogatym językiem, zupełnie jakby słowami wypełniała obrazy, których nie mogła zobaczyć w pełni".
W książce Masiuk Konstancja opowiada o codziennych zdarzeniach, o swoich najbliższych i ludziach z ich otoczenia. Marzy, by pedałować na rowerze i czuć wiatr na policzkach. Jej optymizm i entuzjazm wyrażany raz po raz wykrzyknikami i słowami "bardzo lubię" jest zaraźliwy. Polecamy.

Kultura Liberalna, 7/2009
http://kulturaliberalna.pl
Artur Celiński
Osiem różnych opowiadań - osiem różnych historii. Dużo w nich miłości, ważnych, często heroicznych decyzji, odwagi i dumy, a także kaprysów losu - przypadków o niebagatelnym znaczeniu dla rozwoju historii. Alice Munro pisze o życiu. Jej główne bohaterki - Sylvia, Carla, Juliet, Grace, Lauren, Robin i Nancy próbują znaleźć swoje miejsce na ziemi. Interesujące, że to same kobiety. Sposób ich doboru nie jest jednak dowolny. Każda z głównych postaci to mądra i roztropna osoba, która umie dostrzegać i analizować to, co się wokół niej dzieje. (...) Te niezwykłe kobiety zostały osadzone w historiach, które można by określić mianem "z życia wziętych". Takich jak ta o Grace, która zaręcza się z dobrze wychowanym chłopakiem, ale zgadza się na szaloną wycieczkę kabrioletem z jego bratem-alkoholikiem, licząc na zaznanie "namiętności", której brakuje jej w dotychczasowym związku. Albo Robin, która gubi torebkę z pieniędzmi i zdana na łaskę obcych ludzi przyjmuje pomoc Daniela. Po jednym wieczorze, zako
Opowiadania Munro mogłyby na dobrą sprawę stać się doskonałą podstawą scenariuszy filmowych (...) Na szczęście jednak historie z "Uciekinierki" zostały "tylko" napisane. W fantastyczny sposób. Krótka forma nie przeszkadza w pokazaniu źródła emocji i napięć między postaciami. Podane zostają tylko te informacje o bohaterach, które są niezbędne dla zrozumienia ich położenia i znaczenia wydarzeń, które napotykają na swojej drodze. Jest tu jednak wszystko to, co potrzebne do "czytania miedzy wierszami". Konstrukcja historii, konstrukcja zdań - tu objawia się cały geniusz Munro.

Dziennik, 31 lipca 2009
Malwina Wapińska
"Uciekinierka" to pierwszy zbiór opowiadań Alice Munro przetłumaczony na język polski. Warto po niego sięgnąć, bo Kanadyjka uważana jest dziś za jedną z najwybitniejszych żyjących pisarek. Polski czytelnik późno dostał szansę zapoznania się z twórczością Alice Munro. Za późno jak na autorkę tego kalibru. O Kanadyjce mówi się jako o jednej z największych żyjących pisarek i mistrzyni krótkiej formy. Często wymienia się ją w ścisłym gronie kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. U nas spośród kilkunastu książek, jakie 78-letnia pisarka ma w dorobku, w polskim tłumaczeniu ukazała się jedynie "Uciekinierka". Zatem uwaga: czytelnik, który dotąd nie zetknął się z pisarstwem jednej z gigantek współczesnej literatury, ów zbiór opowiadań powinien potraktować jako lekturę obowiązkową.
Przyzwyczajeni do panującej za oceanem mody na realizm w krótkich formach prozatorskich krytycy amerykańscy twierdzą niekiedy, że Munro ma tendencję do "staromodnych" odwrotów od realistycznej konwencji i stosowania wysmakowanych literackich sztuczek. Charakteryzując prozę Kanadyjki, często wspomina się także o realizmie czechowowskim, bo Czechowa nie od dziś uważa się za głównego patrona pisarki. Ale Kanadyjka nie odchodzi od realizmu tak daleko, jak sugerowaliby to niektórzy krytycy. Przeciwnie: stwarzane przez nią mikroświaty zbudowane są na solidnych fundamentach. Rzecz w tym, że pod wierzchnią warstwą tej wykreowanej z dbałością o detale rzeczywistości kryje się złowrogie drugie dno. (...)
Bohaterkami "Uciekinierki" zawsze są kobiety - kobiety młode i stare, przyłapane w różnych momentach swojego życia. (...) Munro bywa bezlitosna dla swoich bohaterek. Zostawia je jako młode dziewczyny, by wkrótce odwiedzić znów - jako stare kobiety. Przygląda się przemianom ich ciał i psychiki, każe rozliczać się z gorzkiej przeszłości.
Kanadyjka lubi grać z czytelnikiem. Doskonale potrafi przewidzieć jego reakcje i poprowadzić ściśle wyznaczonym przez siebie torem. Opowiadania Alice Munro to skomponowane z niezwykłą precyzją formy. To je odrealnia. Bywa, że bohaterowie jawią nam się jako aktorzy grający w wyreżyserowanej przez autorkę sztuce. Jak u Czechowa w warstwie fabularnej w "Uciekinierce" niewiele się dzieje. Postaci z opowiadań wykonują swoje rytualne gesty, poddają się codziennej rutynie, wypowiadają wyuczone kwestie. I podobnie jak u autora "Wiśniowego sadu" pod powierzchnią codzienności kipią nierozładowane emocje. Munro doskonale potrafi je uchwycić.

Zwierciadło, 07/2009
Marta Mizuro
Przedstawiając całe spektrum owych zamiarów, mających różne przyczyny, Munro odmalowuje portret współczesnej kobiety jako takiej. Kobiety zagubionej, niespełnionej i rozpaczliwie samotnej, choć znajdującej czasem wsparcie u innej kobiety czy - rzadziej - u mężczyzny. Z czego już nietrudno wnioskować, iż książka wybitnej kanadyjskiej pisarki (nareszcie w Polsce!) nie służy, w każdym razie nie wprost, pokrzepieniu serca. Lecz czy owo krzepienie to jakiś ustawowy obowiązek literatury niewieściej? Mnie w zupełności wystarcza, jeśli jest ona psychologicznie wiarygodna, mądra i opowiedziana pięknym językiem. A jeszcze dodać trzeba, że nazwisko Munro zestawia się zwykle z doskonale już u nas znaną Margaret Atwood.

krytycznymokiem.blogspot.com, 30 lipca 2009
Jarosław Czechowicz
(...) Czy "Uciekinierka" - dziesiąty z kolei zbiór tekstów Munro - jest fragmentem dla tej twórczości reprezentatywnym, nie wiem. Wiem natomiast, że Margaret Atwood ma w Kanadzie konkurentkę, albowiem Alice Munro potrafi pisać równie finezyjnie jak utytułowana autorka "Moralnego nieładu". Nieprzypadkowo zestawiam "Uciekinierkę" z wydanym przed rokiem zbiorem opowiadań Atwood. Obie pisarki sięgają głęboko, penetrując kobiecą psychikę, ale czynią to nieco inaczej. Atwood odnosi się do własnych przeżyć i doświadczeń, Munro stwarza biografie kobiet, które w jej opowiadaniach mierzą się z samymi sobą i doświadczają trudności, które będą zmieniać ich życie i nastawienie do życia innych. (...)
Próby charakteru, próby nowych życiowych ról, próby zmian i próby zrozumienia samych siebie. "Uciekinierka" to rozpisana na osiem przejmujących narracji opowieść o odkrywaniu własnych uczuć. Uczuć, które są dla kobiet Munro bardzo ważne i uczuć, którymi kierują się w swych poczynaniach z nadzieją, że postępują słusznie i właściwie. (...)
Mimo trudnej i niepokojącej egzystencjalnej problematyki, jaką zawierają te teksty, Munro pisze w sposób prosty i klarowny, w związku z tym jej opowiadania są bardzo przejrzyste oraz czytelne. Kanadyjska pisarka swoje bohaterki obdarza przezornością i instynktem samozachowawczym, który każdą życiową porażkę pozwala zamienić w naukę. Myślę, że to proza o kobietach i zdecydowanie dla kobiet. Osiem opowiadań z "Uciekinierki" udowadnia, iż kobiecość to niekończąca się droga do samopoznania. Na tej drodze towarzyszymy kobietom ambitnym, roztropnym i chociaż niejednokrotnie zagubionym, zawsze świadomym swojej wartości i tego, że życie to nieustanna podróż w głąb samych siebie.

Co Jest Grane, stołeczny dodatek do Gazety Wyborczej, 14 sierpnia 2009
Beata Kęczkowska
(...) Bohaterki opowiadań to kobiety mieszkające z dala od wielkich miast. Ich niby senna codzienność aż pulsuje od napięć i emocji. Za fasadą domów i firanek kłębią się ich dramaty, marzenia, pragnienia. Alice Munro jakby mimochodem wprowadza nas w duszną a mosfmosferę ich życia. Jej bohaterki bywają wykorzystywane przez swoich partnerów, porzucane przez bliskich, nie potrafią wyzwolić się z krępujących je więzów. Ich portrety Munro kreśli z dużą precyzją i starannością. Znakomita proza!

Rzeczpospolita, 25 sierpnia 2009
Monika Małkowska
Przedstawiam autorkę: druga obok Margaret Atwood wielka dama kanadyjskiej literatury. Drobna blondynka (obecnie siwa) o zniewalającym uśmiechu, lat 78. Mistrzyni krótkich form, nazywana Czechowem z Ontario, od 40 lat obsypywana krajowymi i amerykańskimi nagrodami (naliczyłam 16!). (...)
Jak mogłam, przeciągałam doczytanie "Uciekinierki" do końca - żal mi było się z nią rozstawać. Takie emocje zarezerwowane są dla wyjątkowych przypadków. Chodzi o więź z bohaterami. Munro potrafi opętać czytelnika, a bardziej - czytelniczki. Bo w jej opowieściach pierwszoplanowe role odgrywają kobiety. Antyheroiny. Panny, młode i stare; matki, babki, wdowy. Prowincjuszki. Wszystkie wydają się wcieleniami przeciętniactwa.
W każdej historii pojawia się ten sam motyw: pojedynek z losem. I wcale nie chodzi o przeznaczenie - wtedy wszystko byłoby jasne, odgórnie załatwione, bez odpowiedzialności. U Munro dziewczyny po raz pierwszy w życiu muszą podjąć decyzję w ułamku sekundy. A potem nic nie jest tak jak poprzednio. Co ciekawe: w kluczowych momentach nie czują emocji. Sprzeniewierzeniu się rutynie towarzyszą opanowanie i pewność, że postępują właściwie.
Kiedy ona - jakaś Juliet, Grace, Carla, Nancy - mówi "tak" komuś, komu nie powinna; wraca później niż zwykle do domu lub z tego domu ucieka - rozumiemy jej determinację. Ona musi sprzeniewierzyć się dotychczasowemu życiu. Stracić niewinność (bardziej psychiczną niż seksualną), zobaczyć świat w mniej infantylny, egoistyczny sposób. (...)
Dumna samotność - to u Munro ważny motyw. Nie rozpaczliwy stan osamotnienia, wynikający z odrzucenia, lecz konsekwencja świadomego wyboru. (...)
Jednak u Munro trzeba nieustannie mieć się na baczności. Każda opowieść rozgrywa się niemal równocześnie w kilku czasoprzestrzeniach, niekiedy wychyla się daleko wstecz, aż do międzywojnia. Nagle przeskakujemy w lata 60., potem 80. i znów ostry skręt do okresu powojennego. Nie od razu można odgadnąć, w jakiej dekadzie ubiegłego wieku rozgrywa się akcja, ponieważ reakcje i emocje ludzkie zawsze są podobne, a innowacje bytowo-techniczno-obyczajowe docierają do hrabstwa Huron w stanie Ontario z opóźnieniem. To właśnie tam, na podobieństwo faulknerowskiego hrabstwa Yoknapatawpha, umieściła Munro pępek swojego świata. Z tą różnicą, że jej kraina nie jest fikcyjna.

Duży Format, dodatek do Gazety Wyborczej, 30 sierpnia 2009
Juliusz Kurkiewicz
"Alice Munro potrafi zawrzeć w każdym ze swoich opowiadań taką głębię, mądrość i precyzję, jaką wielu pisarzy osiąga w powieściach w ciągu całego życia" - brzmiał werdykt Międzynarodowej Nagrody Bookera przyznanej w tym roku kanadyjskiej pisarce za całokształt osiągnięć. Zaskakujące, że ta 78-letnia autorka, która debiutowała w latach 60., napisała 12 zbiorów opowiadań i 1 powieść, była dotąd w Polsce nieznana. Na razie dostajemy tom "Uciekinierka" z 2004 r., jeden z najlepszych w jej karierze. (...)
Bohaterkami Munro są kobiety, których przeżycia pokazuje z ogromną wrażliwością. Akcja opowiadań - osadzonych często w prowincjonalnej rzeczywistości jej rodzinnego stanu Ontario i w nadmorskiej scenerii Kolumbii Brytyjskiej - rozgrywa się od lat 20. do współczesności. Da się z nich wyczytać kronikę przemian społecznych i obyczajowych, które w znaczący sposób zmieniły sytuację kobiet na Zachodzie. Konflikt między wartościami tradycyjnego społeczeństwa a indywidualizmem stanowi dominantę wielu z nich. Munro staje po stronie outsiderów, rozumie konieczność zmian, ale też pokazuje ich ambiwalencję - w tym konflikcie zawsze coś jest za coś, a wolność może prowadzić do wyobcowania i samotności. Pisarka nie redukuje swych bohaterów do społecznych fantomów. Równie ważną rolę w ich życiu gra przypadek, irracjonalny odruch, ironia losu.
"Złożoność" to słowo klucz do pisarstwa Munro, która w jednym z rzadko udzielanych wywiadów stwierdziła, że "złożoność rzeczy wydaje się nieskończona". W "Uciekinierce" nie znajdziemy czarnych charakterów. Bohaterowie są jednocześnie egoistyczni i wspaniałomyślni, irytujący i godni współczucia. Szarą strefę ich moralnych decyzji pisarka pokazuje w nieskończenie wielu odcieniach, tak samo jak ich szare życie. Koniec miłości, nieodwracalne, błędne decyzje, rozczarowania - wszystko, czego chcielibyśmy uniknąć - stanowi jego istotę, ale pod piórem Munro nie zamienia się w tragedię. (...)
Dzięki swej powściągliwości i uważności Munro wskrzesza przykurzone porozumienie między czytelnikiem i bohaterami, odejmując mu odium czegoś wstydliwego i anachronicznego.

Twój Styl 9/2009
Łukasz Modelski
(...) Autorka (to jej znak firmowy) stawia swoje bohaterki w sytuacjach, w których okazuje się, że są z lekka "niedopasowane", trochę "nieprzystosowane" do życia, jakie wybrały lub raczej - jakie je wybrało. Starają się nie dostrzegać, nie słyszeć, nie zajmować stanowiska. A jednak muszą. Skomplikowane, delikatne, pierwszy raz w Polsce.

Nowe Książki, 12/2009
Agata Sikora
(...) Jakim cudem jej opowiadania docierają do polskiego czytelnika dopiero teraz? Na szczęście odpowiedź nie jest istotna. Problem ma co najwyżej krytyk, który - co rzadkie - nie odczuwa potrzeby polemiki z użytymi do promocji książki cytatami z innych recenzji. Opowiadania Alice Munro są bowiem znakomite. Czytelnik przekona się o tym szybko, choć nie od pierwszego zdania.
Ta literatura utrzymuje się w klimacie Północy: zarówno jeśli chodzi o miejsce akcji, jak i daleki od rozbuchania pisarski styl. Surowa prostota pejzażu kanadyjskich lasów, skalistych zatok i małych mieścin, pełna ukrytych napięć monotonna prostota prowincjonalnej codzienności harmonizują ze szlachetną prostotą klasycznej narracji - choć ta ostatnia jest tylko złudzeniem odbiorcy. (...) Munro terminowała nie tylko u dziewiętnastowiecznych realistów, ale z nie mniejszym polotem przyswoiła sobie naukę czerpaną z prozy dwudziestowiecznej. Kanadyjka potrafi bowiem połączyć epicki rozmach i głębię z narracją fragmentaryczną, nielinearną. Opisy drobnych zdarzeń, retrospekcje, dialogi są jak kunsztownie oszlifowane (choć zupełnie pospolite) kamienie. Autorka układa je w swej mozaice nie po kolei, wciąż pobudzając wyobraźnię czytelnika do wypełniania pustych miejsc. W ten sposób stwarza pole gry między wyobrażeniami odbiorcy a własnym tekstem. Gdy ostatni z jej kamyków znajdzie swe miejsce, czytelnik widzi znacznie więcej niż to, co przedstawia niekompletna dwuwymiarowa mozaika - zamarkowane to tu, to tam przemiany historyczne, losy postaci drugoplanowych, historie poboczne, które na podstawie kilku aluzji i uzyskanego portretu psychologicznego można sobie dopowiedzieć. Te opowiadania są elipsami powieści.
Munro raczej sugeruje, niż opisuje to, co dzieje się pod skórą codzienności. I tutaj po raz kolejny objawia się jej mistrzostwo: bo jeżeli nawet w tych zwykłych losach kryją się jakieś mroczne sekrety, niedopowiedziane dramaty, to one również należą do kręgu zwykłych zdarzeń. Nic co ludzkie nie jest banalne, ale i nic co ludzkie nie wznosi się ponad codzienność. (...) Jeżeli w tych opowiadaniach zdarza się zamajaczyć jakiejś zbyt łatwej dychotomii, to Munro nigdy nie dopowiada jej do końca. Nie ma tu oczywistych rozwiązań, złotych recept i bezwzględnych win. Nie ma wzniosłych tragedii, nie ma otchłani rozpaczy, ale nie ma też łatwych pocieszeń. To książka o tym, że najważniejsze ludzkie dylematy i wybory nie rozgrywają się w oprawie wielkiej psychomachii z podkładem bombastycznej hollywoodzkiej muzyki, ale raczej "dzieją się", często niemal nieuświadomione, a czasami uświadamiane naiwnie.


wyjaśnia tajemnice kosmosu

Mamo to ja 12/2009
Katarzyna Kubisiowska
"To nie jest zwyczajny tekst pisany pod maluchy. W przypadku opisu tajemnicy wszechświata chodzi o zagadkę, intrygujące anegdoty, niestandardowe wprowadzenie w problem. Tę kapitalną pozycję koniecznie czytajcie z dzieckiem, nie tylko ze względu na zacieśnianie rodzinnych więzi, ale i dla odkrycia, jak jasno, pięknie, mądrze i wnikliwie można opowiadać o tym, co skomplikowane."

Gazeta Wyborcza, 12/2009
Agnieszka Wolny-Hamkało
Mało kto wie, że pokój dziesięciolatka i kosmos mają wiele wspólnego. Podobieństwo to polega na tym, że aby rozeznać się w każdej z tych przestrzeni, potrzeba doświadczenia i wiedzy" - piszą Ulrich Janssen i Klaus Werner w pasjonującym "Uniwersytecie Dziecięcym". To zaskakujące porównanie jest pomysłem na edukacyjną księgę, którą czyta się jak najlepszą powieść przygodową albo rzecz o białej magii. Odsyłanie do rzeczywistości potocznej pomaga zakorzenić abstrakcyjne zagadnienia naszego świata. A to sprawia, że łatwiej je oswoić i zrozumieć (autorzy piszą, że ciasto ma smak galaktyki!). Taki humorystyczny efekt ożywczo działa na wyobraźnię. (...)
Dowcip drzemie tu także w języku i sposobie pisania o Kosmosie: gdy jest się kimś tak ważnym jak gwiazda, trzeba odpowiednio dużo ważyć - pisze autor. A uwiedziony rodzic czytający tę księgę dziecku na dobranoc łatwo się może zapomnieć i spędzić na lekturze noc. Nauka nie musi być nudna. Nauka jest poezją i przygodą!

Fronda.pl, 21 grudnia 2009
Robert Mazurek
Lekturą pierwszej potrzeby jest oczywiście, o ile przypadkiem nie jest się fizykiem, "Uniwersytet Dziecięcy wyjaśnia tajemnice kosmosu" Ulricha Janssena i Klausa Wernera. Tu uzasadnienie jest chyba zbędne -jeśli nie jesteś, drogi czytelniku, rodzicem, to prędzej czy później ci się to przytrafi, a wtedy nie wystarczy obkuć się tylko z dinozaurów. Smarkacze są bezlitośni.

Rzeczpospolita, 21 czerwca 2010
Monika Janusz-Lorkowska
(...) Rozkładówkowe ilustracje to tutaj majstersztyk. Niezbyt szeroka paleta barw i łączenie różnych technik - malarskich i graficznych, daje efekt wielkoformatowych, kolażowych kompozycji, bardzo czytelnych i ekspresyjnych zarazem. "Wrony i wąż" w wydaniu ilustratorki Agaty Dudek - naprawdę świetne.

Polityka, 13 maja 2009
Agnieszka Wolny-Hamkało
Każdy ma przekazywaną traumę rodzinną, tajemnicę albo chociaż jakiś mały lęk. "Znamię" Nancy Huston - wyrafinowana powieść o skomplikowanych losach trzech pokoleń pewnej rodziny, mówi właśnie o tym: o wędrującym genie - także tym społecznym, kulturowym. Dla bohaterów powieści tytułowe piętno bywa skazą, ale też rodzajem talizmanu. Dla najmłodszego Sola to tylko rysa na jego pięknym ciele. Dla Sadie - dziewczynki wychowywanej po spartańsku przez toksycznych dziadków - to piętno zła, symbol jej słabości i grzechu. Dla Erry - matki Sadie, lesbijki i hipiski, to medium, czarodziejski klucz do świata muzyki. Ale wymowa tytułu jest bardziej uniwersalna, dotyczy kwestii narodowych i religijnych. Huston opisuje moment kształtowania się tożsamości, kiedy dziecko orientuje się, że jest nie tylko dziewczynką, córką, ale także Żydówką. Dostaje nagle rolę, którą dawno temu ktoś dla niej napisał. Powieść nie tylko pokazuje, w jaki sposób wojna krzyżowała ludzkie losy, ale też opowiada o mechanizmach przekazywania w rodzinie wzorców.
Znakomitym pomysłem było udzielenie głosu dzieciom: ich perspektywa jest ciekawsza - naświetla absurdalność niektórych zachowań i ról. Dzieci są przenikliwe, mówi Huston, grają w nasze gry. Ale doskonale zdają sobie sprawę z tego, jaką blagą jest ten teatrzyk.

Zeszyty Literackie, 4/2009
Juliusz Kurkiewicz
Nie zwracaj na mnie uwagi

78-letnia dziś Kanadyjka Alice Munro jest w Polsce pisarką niemal zupełnie nieznaną. Mistrzyni jednego gatunku - opowiadania - osiągnęła w nim, mimo zastosowania bardzo prostych środków - efekt takiej głębi i złożoności, że bez wahania można ją ustawić w rzędzie największych mistrzów gatunku, obok Tołstoja i Czechowa. Ten zestaw nazwisk nie jest ani przesadzony, ani przypadkowy. Psychologiczna dociekliwość, bezgraniczna empatia wobec bohaterów (tzw. zwykłych ludzi), dyskretnie zarysowane, choć istotne tło społeczne, prostota języka i - przede wszystkim - wiara w obiektywny, uniwersalny wymiar literatury, mimo osadzenia historii w konkretnym pejzażu geograficzno-kulturowym, przywodzą na myśl mistrzów rosyjskiej prozy, czyniąc Munro jednym z najciekawszych zjawisk współczesnej literatury anglosaskiej. Najważniejszy wniosek płynący z lektury Munro jest następujący - literatura realistyczna żyje, a jej możliwości wcale nie zostały wyczerpane. (...)

1 2

wydawnictwo | katalog | dla dzieci | dla młodzieży | dla dorosłych | autorzy | ilustratorzy | recenzje | promocje | linki | kontakt